Nawyk nadmiernego streszczania

W ostatnim czasie zostałem poproszony  przez dwóch autorów opowiadań, o udzielenie opinii i dostarczenie ewentualnych wskazówek dotyczących ich świeżo powstających dzieł.

W przypadku obu tych opowiadań najbardziej w oczy rzuciła mi się jedna kwestia – błąd, który sam niestety też często popełniam. Chodzi mianowicie o coś, co nazywam nawykiem nadmiernego streszczania.

O jakim streszczaniu mowa? Podam wam prosty przykład (nie pochodzi on z żadnego ze wspomnianych opowiadań, ale schemat jest zachowany):

Toruk był bardzo starym wojownikiem. Ramiona miał silne od wieloletniego machania mieczem, a brodę całkiem już siwą. O poranku wyszedł przed szałas, usiadł na pieńku i zaczął ostrzyć miecz osełką.

Te trzy zdania opisują bohatera. Jeśli dobrze się nad nimi zastanowić, to jest  to w zasadzie jedyna rzecz, która je łączy. Równie dobrze można by je wypunktować jedno pod drugim.

Czy tak zapisane opisy wnoszą wiele do tekstu? Czytelnik raczej przeleci po nich wzrokiem, nie przykładając do nich większej uwagi, albo szybko o nich zapomni.

Zdarzyło mi się czytać opowiadania, które zaczynały się właśnie w taki sposób i uwierzcie mi – nie zachęca to ani trochę do dalszej lektury. Taka ‚wyliczanka’ nie ma wielkich szans na wciągnięcie czytelnika w fabułę tekstu.

Jak temu zaradzić? Sprawa jest prosta – starajcie się nie streszczać tak informacji i nie wyliczać ich w ten sposób. Pisząc jakikolwiek opis, czy to bohatera, czy scenerii, czy zbrojnej potyczki, pogody, czegokolwiek – zawsze sprzedawajcie te informacje w nawiązaniu do czegoś. Może to być np. inne wydarzenie, zjawisko, czy osoba.

Zobaczcie dla przykładu, jak można było przedstawić te same informacje, które padły w poprzednim przykładzie, ale w nieco inny sposób:

Toruka zbudziły promienie porannego słońca, wpadające przez szczeliny w ścianach jego szałasu. Jak tylko otworzył oczy, natychmiast sięgnął ręką po leżącą obok posłania broń. Był to stary nawyk, który wyrobił sobie przez wiele lat spędzonych na wojaczce. Gdy tylko jego palce zacisnęły się na chropowatej skórze, w którą owinięta była rękojeść miecza, od razu poczuł się pewniej. 

Wyszedł powoli przed szałas i zapobiegawczo rozejrzał się dookoła, ale nie dostrzegł w okolicy niczego niepokojącego. Źle spał tej nocy i prawy bark ciągnął go nieprzyjemnie. Postanowił na próbę machnąć kilka razy mieczem.

Już niejeden przeciwnik Toruka miał okazję przekonać się, że ramiona starego woja nic nie straciły ze swej krzepy, mimo że włosy i broda dawno mu posiwiały. Każde straszliwe cięcie jego miecza zdołałoby przepołowić wołu.

Gdy upewnił się już, że bark nie będzie mu nadto wadził podczas bitki, spojrzał krytycznie na ostrze. Wyszczerbiło się nieco podczas poprzedniej potyczki. Usiadł na pieńku i zaczął ostrzyć klingę osełką z takim skupieniem, z jakim kupiec przelicza zawartość swojego mieszka.

Widzicie różnicę? Teraz przeanalizujmy – oba teksty dają czytelnikowi te same informacje, tylko pierwszy mieści się w trzech zdaniach, a drugi w czterech akapitach 🙂

Odpowiedzcie sobie sami na pytanie, który sposób prezentowania bohatera przyciągnąłby waszą uwagę podczas czytania książki. Moją zdecydowanie ten drugi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.